wtorek, 28 czerwca 2016

"Kosogłos" Suzanne Collins | Recenzja

Po recenzjach "Igrzysk śmierci" oraz "W pierścieniu ognia" przyszedł czas na recenzję ostatniej już, wybuchowej części pt.: "Kosogłos".
Tą część udało mi się przeczytać w jeden, cały dzień. 5-6 h przesiedziałam w jednym miejscu, z małymi przerwami na toaletę czy jedzenie. Ale udało mi się!


Katniss Everdeen dowiaduje się, że Dystrykt 12 nie istnieje, a Peeta został zabrany do Kapitolu. Razem z Galem oraz swoją matką i Prim zamieszkują w Dystrykcie 13, który do niedawna był uważany za zniszczony. Władze wpadają na pomysł, by nakręcić serię propagid, czyli filmików, które mają na celu pokazać prezydentowi Snowowi, że Kosogłos, którym została Katniss, żyje i ma się dobrze. W telewizji transmitowany zostaje wywiad Peety z prezenterem telewizji Kapitolińskiej. Peeta został omamiony przez Snowa i mówi, że powstania w pozostałych dystryktach to wina Katniss. Za 2 razem, ostrzega mieszkańców Dystryktu 13 o nadchodzącym bombardowaniu, za co zostaje brutalnie pobity.
Obywatele Dystryktu uciekają do podziemi, gdzie chronią się przed bombami, które zrzuca na nich Kapitol. Niedługo potem odbywa się akcja odbicia Peety z rąk Kapitolińskich władz, ale chłopak nie jest już taki jak przedtem.

Jak już wspominałam wcześniej- książkę przeczytałam w 1 dzień. Ostatnia część wciągnęła mnie bez reszty i nie chciała wypuścić. Przy tej części potrafiłam płakać, a w następnej chwili śmiać się bez opamiętania. Tak, ta książka wywołuje we mnie tak skrajne emocje.

"Kosogłos" otrzymuje ode mnie 6+, za świetną akcję, która nie pozwoliła się nudzić.