niedziela, 19 czerwca 2016

"Love, Rosie" Cecelia Ahern | Recenzja

Film "Love, Rosie" oglądałam już mniej więcej 10 razy. Za każdym razem mnie śmieszy i wzrusza. I za każdym razem dostrzegam szczegół, którego nie zobaczyłam poprzednim razem.


Historia opowiada o przyjaciołach: Rosie i Aleksie. Są nierozłączni i razem pakują się w tarapaty (jak np. za pisanie karteczek na lekcji czy wyzywanie nauczycielki od Wielkonosej Śmierdziuchy Casey). Alex przeprowadza się do Ameryki, jednocześnie obiecując Rosie, że będą utrzymywali kontakt. Zbliża się bal maturalny- Alex nie może przyjechać do Irlandii, więc nastolatka idzie z Brianem- Marudą. Jedna noc, a Rosie zachodzi w ciążę i na świecie pojawia się Katie. Ojciec dziewczynki wyjeżdża na Ibizę, a Alex poznaje Sally, z którą chce się związać do końca życia. Zycie Rosie staje się pasmem nieszczęść: mąż ją zdradza, nagle pojawia się ojciec Katie i jeszcze zostaje wylana z pracy. Natomiast życie Alexa to istna sielanka- kończy studia na Harvardzie, planuje karierę zawodową jako kardiochirurg, a razem z Sally oczekuję syna.

Bardzo nie mogłam się doczekać, aż ją przeczytam. Niestety na darmo.
Czytając ją, wiedziałam doskonale, że nie będzie na pewno to kropka w kropkę to co w filmie, ale nie myślałam, że będą to aż takie różnice.
Zacznijmy od tego, że książka jest napisana w formie listów i emaili, co jest trochę niespotykane, a dopiero w epilogu pojawia się narrator w 3 osobie.
Zakończenie jest równie zaskakujące- jest jednocześnie identyczne jak te filmowe, ale zarazem takie różne!

Książce jestem zmuszona dać niestety tylko 3+, głównie za to, w jaki sposób została napisana.