poniedziałek, 11 lipca 2016

"Najdłuższa podróż" | Recenzja

Bardzo rzadko płaczę na filmach. A jeśli już mi się to zdarzy, to oznacza, że film jest naprawdę wzruszający lub smutny. Jestem empatyczna i potrafię odczuwać coś co odczuwa ktoś dla mnie bliski- od smutku, po radość.
(źródło: filmweb.pl) 


Sophia (Britt Roberston) jest studentką, która dużą wagę przywiązuje do nauki i wykształcenia. Kiedy dziewczyny z bractwa namawiają ją, by poszła z nimi na zawody ujeżdżania byków, z początku dziewczyna się stawia, ale po namowach przyjaciółki się zgadza. Tam przez przypadek poznaje przystojnego Luke'a Collinsa (Scott Eastwood), który ujeżdża byki. Nawiązuje się między nimi romans. Podczas powrotu z jednej z randek zauważają palący się samochód. W środku znajdują starszego mężczyznę (Alan Alda), którego natychmiastowo wyjmuje stamtąd Luke, a Sophia wyciąga pudełko mężczyzny, o które prosił. Dziewczyna zaczyna odwiedzać mężczyznę w szpitalu i czyta mu listy, znajdujące się w pudełku, które pisał do swojej żony- Ruth (Oona Chaplin). Niespodziewanie historie tych dwóch par zaczynają się łączyć.

(źródło: filmweb.pl)

(źródło: filmweb.pl)

(źródło: filmweb.pl)

Film reżyserii George'a Tillmana Jr. wywarł na mnie ogromne wrażenie. Kiedyś oglądałam film, również nakręcony na podstawie książki Nicholasa Sparksa, pt.: "List w butelce", ale nawet w najmniejszym stopniu nie zachwycił mnie tak jak ten film. Jestem w 100% pewna, że wrócę do tej produkcji ponownie, ponownie i.. ponownie? Tak, będę ją oglądać co jakiś czas i do upadłego. Teraz tylko przeczytać książkę i mogę śmiało mówić, że poznałam tą historię także "od podszewki".

"Najdłuższa podróż" otrzymuje ode mnie pełnoprawną 6+.