niedziela, 17 lipca 2016

"Po kres czasu" Danielle Steel | Recenzja

Lubię twórczość Danielle Steel, ale tak naprawdę nie każda książka jej autorstwa jest dla mnie taka wiecie, naprawdę WOW.




tytuł oryginału: Until the end of time
data wydania: 9 września 2013
liczba stron: 352
wydawnictwo: Znak Literanova

"Czy wierzysz, że jeśli dwie osoby się kochają, to zawsze i wszędzie się odnajdą?
Czy wierzysz, że naprawdę kochamy tylko raz?

Jenny od pierwszego spotkania z Billem czuła, że z tym mężczyzną spędzi resztę życia. I kiedy po kilku latach małżeństwa stanęła wobec trudnego wyboru między karierą a rodziną, nie wahała się ani przez chwilę. Jej decyzja jednak nie pozostała bez konsekwencji.

Czterdzieści lat później w ręce Roberta wpada książka napisana przez tajemniczą Lillibet. Mężczyzna zakochuje się w powieści… a także w dziewczynie, której nigdy nawet nie widział. Kiedy się spotkają, prawda o jej pochodzeniu wprawi Roberta w zdumienie."

Historia ma w sobie coś z magii. Chociaż nie wierzę w taki rozwój wypadków (miłość od pierwszego wejrzenia itd. , książka bardzo mnie wciągnęła. Mogę śmiało powiedzieć, że ta książka jest urocza.

Jenny, która jest taką trochę pracoholiczką, poznaje przystojnego Billa. Jak już wiadomo jest to miłość od pierwszego wejrzenia. Wielka miłość rozkwita między nimi, a Bill postanawia zostać pastorem w jednym z mniejszych miasteczek. Jenny, jako ukochana dziewczyna, narzeczona a następnie żona, wspiera go we wszystkim co on robi i postanawia wyrzec się swojej kariery zawodowej, na rzecz spełnienia marzeń Billego. Oczywiście jest to ogromne poświęcenie, bo jej posada jest bardzo ważna.
Podziwiam ją za to jaka pewna siebie była, kiedy oznajmiła swojemu mężowi, że może przyjąć posadę w jednym kościołów w małym miasteczku. Oczywiście Bill nie do końca jej uwierzył (ach ci faceci, to takie niedowiarki :P ), ale kiedy naprawdę zobaczył, że jego żonie na tym zależy, ucieszył się i to bardzo.
To była jedna z najbardziej wzruszających scen, kiedy on tak się ucieszył, że jego marzenia się spełnią i w ogóle.

W 2 części książki mamy historię Lillibet i Roberta. Lillibet jest amiszką i mieszka wraz z młodszymi braćmi i surowym ojcem. Potajemnie pisze książkę, która ma być odzwierciedleniem jej marzeń o zwiedzeniu wielu miejsc i miast jak Nowego Jorku czy Paryża. Jest bardzo oczytana, co nie do końca podoba się jej ojcu, bo on, jak twierdzi sam, uważa, że kobiety powinny zajmować się domem a nie książkami. Sama Lillibet nie szuka męża, bo pragnie zostać z rodziną i pomagać im, co jak najbardziej podoba się jej ojcu.
Jak mnie zdenerwowało to, kiedy ojciec tejże młodej niewiasty sam wkurzył się nieźle na nią, za to, że chce wydać książkę i zwiedzać różne miejsca. Zapewne wystraszył się, że nie będzie miał już kogoś kto się nim zajmie.
Denerwują mnie tacy ludzie, którzy chcą tylko tego, żeby ktoś im usługiwał. Mam wtedy ogromną ochotę zdzielić taką osobę po twarzy. Tak po prostu.

Nie będę Wam zdradzała zakończenia, bo lepiej jest samemu o tym przeczytać.


"Po kres czasu" otrzymuje ode mnie 5.