poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Pani Noc" Cassandra Clare | Recenzja

"Minęło 5 lat od wydarzeń przedstawionych w "Mieście niebiańskiego ognia" , po których Nocni Łowcy znaleźli się na skraju zagłady. Emma Carstairs nie jest już pogrążoną w żałobie dziewczynką, lecz młodą kobietą, która zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił jej rodziców, i pomścić ich śmierć. "
(proszę, wybaczcie słabą jakość mojego aparatu ;_; )

"Wraz ze swoim parabatai, Julianem Blackthornem, musi się nauczyć ufać swojemu sercu i rozumowi, gdy odkrywa demoniczny spisek obejmujący zasięgiem całe Los Angeles, od Sunset Strip aż po morskie fale roztrzaskujące się na plażach Santa Monica. Gdyby jeszcze serce nie prowadziło jej na manowce...
Jakby mało było tych komplikacji, brat Juliana Mark – uprowadzony przez faerie przed pięcioma laty – zostaje teraz uwolniony w geście dobrej woli ze strony porywaczy. Faerie rozpaczliwie poszukują mordercy, który zbiera wśród nich krwawe żniwo – i w tych poszukiwaniach potrzebują pomocy Nocnych Łowców. Kłopot w tym, że w krainie faerie czas płynie inaczej i Mark nie tylko prawie się nie postarzał, ale na dodatek nie rozpoznaje nikogo ze swoich bliskich. Czy będzie w stanie naprawdę wrócić na łono rodziny? I czy faerie naprawdę na to pozwolą?" 

tytuł oryginału: Lady midnight
data wydania: 30 marca 2016
liczba stron: 828
wydawnictwo: Mag 

Bardzo trudno przyszło mi "wgryzienie się" w tę historię. Oczywiście bardzo lubię Cassandrę Clare oraz jej serię "Dary Anioła", ale "Pani Noc" nie wciągnęła mnie od razu. 
Od pierwszych stron uderzyła mnie aura śledztwa i podejrzeń. Nie powiem, podobało mi się to, że Emma Carstairs tak walczy o to, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Sama bym tak postąpiła na jej miejscu. 


"Pani Noc" w gruncie rzeczy opowiada o śledztwie i o odkrywaniu kolejnych wskazówek, dotyczących kolejnych zabójstw. Trochę jak "Detektyw Monk" tylko w wersji dla Nocnych Łowców. Przez pierwsze 300 stron (sama książka ma ich ponad 800) Emma oraz Julian szukali wskazówek oraz pomocy wśród przyjaciół, które mogłyby im pomóc ze znalezieniem potencjalnego zabójcy. 
W międzyczasie w Los Angeles dochodzi do kolejnych zbrodni. Ciała zostają obrysowane kręgiem oraz dziwnymi znakami, których ani czarownicy, ani Nocni Łowcy nie potrafią rozszyfrować. 
Aż okazuje się, że litery pochodzą ze starożytnego języka faerie. 
Kiedy para udaje się do jednego z domów, znajdują kolejnego trupa- bez dłoni oraz ktoś próbuje zabić Juliana. 
Zdesperowana Emma próbuje wyleczyć swojego parabatai za pomocą runu- iratze. Po kilku nieudanych próbach, udaje jej się to. Ale jak później stwierdził Malcolm (dowiecie się kim jest po przeczytaniu), Julian miał nie przeżyć po tym postrzale. Ale.. więcej nie chcę Wam zdradzać, bo byście nie przeczytali. Według mnie książka nabiera tempa po ok. 300 stronach. 


Dobra, koniec tego opisywania, pora przejść do rzeczy. 
Moim zdaniem (jak zawsze, mam swoje zdanie :D ), książkę mogę polecić każdemu, kto lubi aurę tajemniczości, zagadek i ogólnie jest fanem kryminałów.
Miałam trochę nadzieję, że Cassandra Clare skupi się także chociaż w małym stopniu na Clary i Jace (wiecie, jak uwielbiam tą parę?), ale niestety- obeszłam się smakiem. 
Dopiero pod sam koniec, pojawiają się nagle Magnus Bane, Clary oraz Jace. 
Do całokształtu książki nie mogę się przyczepić, ponieważ "Pani Noc" została napisana bardzo łatwym do zrozumienia językiem, chociaż książka mogła zostać wydana w twardej oprawie, co uniemożliwiłoby wyginanie się grzbietu.

"Pani Noc" otrzymuje ode mnie ocenę 5+.