piątek, 2 września 2016

"Dziedzictwo ognia" Sarah J. Maas | Recenzja

"Celaena Sardothien przeżyła już wiele – brutalne szkolenia, niewolę, turniej o pozycję Królewskiej Obrończyni… Tym razem jednak przyjdzie się jej zmierzyć z własnymi demonami, z ciężarem jej dziedzictwa. Aby uzyskać informacje – kluczowe w wojnie z okrutnym królem Adarlanu – musi nauczyć się panować nad ogniem, który nosi w sobie. Podczas gdy codziennie ćwiczy pod czujnym okiem nieśmiertelnego Rowana, król wciela w życie kolejne z jego mrocznych planów. Jednak i na dworze władcy zawiązują się sojusze, mające na celu zakończenie jego panowania i przywrócenie magii na kontynencie.
Celaena, nieświadoma tego, co się dzieje w Rifthold, ma jeden cel – dostać się do legendarnego Doranelle, którym rządzi Maeve, i uzyskać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Jak jej władca zdołał usunąć magię? Co zrobić, by ją przywrócić? Jednak opanowanie jej mocy to niejedyna rzecz, z którą będzie musiała się przedtem zmierzyć – król Adarlanu już o to zadbał. Czy dziewczynie uda się wyjść cało z koszmaru, jaki zgotował jej władca pozbawionego magii kontynentu? Co jeszcze planuje król? I jaki los czeka rebeliantów?"




tytuł oryginału: Heir of fire 
data wydania: 23 września 2015
liczba stron: 565
tłumaczenie: Marcin Mortka
wydawnictwo: Uroboros 

Tak jak w poprzednią, 2 część bardzo szybko się wkręciłam, tak w tą.. kompletnie nie mogłam się wczuć. Przez 5 dni przeczytałam ok. 14 rozdziałów, co dla mnie jest wynikiem żałosnym. 
Tak tylko dodam, że sama książka ma blisko 70 rozdziałów.
Uwielbiam Celaenę, ale nie mogłam i nie byłam w stanie wczuć się w tą historię. Tłumaczę sobie to tym, że miałam "kaca" po "Panice" Lauren Oliver. Dzięki Bogu- przez weekend udało mi się usiąść i na spokojnie czytać, co poskutkowało tym, że w niedzielę już ją skończyłam. 

W tej części mamy do czynieniaz Celaeną, która wyjechała do Wendlyn. Dziewczyna zmaga się z duchami przeszłości.
A w królestwie w Adarlanie? Król, który już i tak był bezlitosny posunął się o krok dalej i zabił wszystkich niewolników z kopalni soli m.in. w Endovier. Jest to zdecydowanie znienawidzona przeze mnie postać i najgorszy król o jakim przyszło mi kiedykolwiek czytać. Swoją drogą ciekawe, czemu autorzy tak lubią stawiać władze w ciemnym świetle, co? ;)

Teraz przyczepię się do wydania książki.
Droczy wydawcy, proszę Was tylko o jedno: zadbajcie o książki i wydawajcie je w twardych oprawach. Zwłaszcza takie grube tomiska jak "Dziedzictwo ognia". Może będzie to kilka złotych więcej, ale książka nie zostanie zniszczona, ani nie powygina się na grzbiecie.
Co do samej budowy środka książki, nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Litery były duże, czytelne, co zdecydowanie wpływa na jakość i komfort czytania.

Podsumowując: "Dziedzictwo ognia" to książka pełna emocji. Nie zaznasz spokoju czytając ją, a gonitwa Twoich myśli może doprowadzić Cię do obłędu (oczywiście żartuję, ale przygotuj się na mocno bijące serce i spocone dłonie z nerwów).

"Dziedzictwo ognia" oceniam na 5+.