czwartek, 29 grudnia 2016

"Czas żniw" Samantha Shannon | Recenzja

Laura Lee, która prowadzi kanał na yt (klik ), chyba od początku swojego kanału mówiła, że uwielbia "Czas żniw". Ja jeszcze nigdy nie miałam tej książki w ręku, ale jako typowy książkoholik zapragnęłam natychmiastowo ją przeczytać. Ku mojej uciesze, znalazłam w swojej bibliotece obie części, które wyszły u nas w Polsce. Nie mogąc czekać dłużej, zaczęłam ją czytać. A teraz posłuchajcie...



"Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć."




BOHATEROWIE:
Paige- dziewczyna, której nie polubiłam. Ale ja tak mam dosyć często, że nie lubię głównych bohaterek. Okropnie denerwowało mnie to, że tylko chwilami jej się przypominało, że nie może myśleć tylko o sobie. A tak, to przeważnie "ja jestem biedna, ja jestem uwięziona, ja ja ja!" 

Naczelnik- opiekun Paige, który denerwował mnie jeszcze bardziej niż główna bohaterka. Oczywiście, ja jestem taka, że jak już raz zrobił dobrze, byłam gotowa mu oddać wszystko co mam. Nie lubię go, ale ten Naczelnik to jednak równy gościu jest 😀

Nick- człowiek, który jest prawdopodobnie chodzącym ideałem. Jest perfekcyjny w każdym calu, a przynajmniej tak opisuje go autorka. Przystojny, mądry, wygadany, pomocny i mogłabym tak wymieniać, ale szkoda mi czasu. Mimo wszystko jego polubiłam najbardziej ze wszystkich postaci i myślę, że tak pozostanie już do końca.

FABUŁA:
Nie wiem za bardzo jak mam opisać fabułę, bo jest ona bardzo prosta. Mamy jasnowidzów i tzw. "ślepców", czyli normalnych ludzi. Jasnowidzowie nie są mile widziani w świecie ludzi, więc muszą ukrywać swoją działalność. Jasnowidz jasnowidza pozna, ponieważ zdradza ich aura, którą jest jakiś określony kolor. Tutaj się wtrącę, że opisy poszczególnych typów jasnowidzów znajdziecie na początku książki, więc bez przeszkód się odnajdziecie w tym świecie.
Rząd, który jest okrutny i zły, wyłapuje tych "najlepszych" jasnowidzów i zabiera ich do takie obozu szkoleniowego. Ta procedura nazywa się czasem żniw, z racji tego, że zbierani są właśnie nowi ludzie.
Całość jest wykreowana bardzo fajnie i dobrze, a akcja jaka toczy się przez całą książkę nie pozwala nam na myślenie o czymkolwiek innym. Sama bardzo polubiłam atmosferę "Czasów żniw", choć może nie powinnam tak mówić. Znajdziemy tutaj takie zagrywki polityczne, romans, tragedie bohaterów i wiele, wiele innych.

JĘZYK UTWORU:
I tutaj poświęcę więcej, ponieważ język jakim napisana jest książka, może być dla niektórych ciężki. Autorka zdecydowała się na niejakie słowotwórstwo, choć może nie do końca można to tak nazwać. Słowa, których używamy dzisiaj, nabierają tu zupełnie innego znaczenia. Przykładowo taki aster, który jest kwiatkiem, tam otrzymał miano narkotyku, którym "upajają" się jasnowidze. Na szczęście, na końcu książki znajduje się słowniczek, który przychodzi nam z pomocą, jeśli nie jesteśmy w stanie zrozumieć danego słowa.


PODSUMOWANIE:
Książka jest świetna, i pomimo mojej niechęci do Paige, jestem w stanie powiedzieć, że jestem ciekawa dalszych części jej przygód i nie mogę się doczekać, aż przeczytam drugą część, która już czeka na półce. Jeżeli jesteście ciekawi, jak wyglądałby nasz świat w 2059 roku, to sięgnijcie po "Czas żniw", bo naprawdę warto. 

"Czas żniw"- 5/6.