środa, 11 stycznia 2017

"Miasto glin" Karin Slaughter | Recenzja

Kiedyś zobaczyłam tą książkę w biedronce, na kiermaszu i tak jakoś ona zaczęła mnie wołać, ale ja pozostałam twarda i nie kupiłam jej. Okładka, która bardzo zapada w pamięć, prześladowała mnie i stwierdziłam, że ja tak dłużej żyć nie mogę! Czym prędzej zamówiłam ją w bibliotece i już niecały miesiąc później trzymałam w swoich dłoniach. Jest to kryminał, ale też w sumie trochę thriller, o którym za chwilę Wam opowiem.



Kate Murphy po śmierci męża, postanawia wstąpić w szeregi policji Atlanty. Już pierwszego dnia okazuje się, że praca nie jest taka łatwa, na jaką by mogła wyglądać. Tajemniczy Strzelec zabija policjantów na służbie, więc wszyscy gliniarze są poddenerwowani. Maggie Lawson dostaje właśnie Kate jako partnerkę (choć najpierw z Kate pracował Jamie Lawson) i razem zaczynają prowadzić śledztwo, całkowicie na własną rękę.

Kate Murphy jako właściwie, główna bohaterka nie przypadła mi do gustu i wolałabym, żeby to Maggie była tą główną bohaterką, natomiast została ona zepchnięta na drugi plan.
Chociaż teraz zaprzeczę sama sobie- Maggie również mnie irytowała, swoją upartością i nieświadomością, że sama może strzelić sobie w kolano.
Jamie Lawson również został odepchnięty od sceny, bo główną scenę zajęły kobiety.

Pozostawiając bohaterów w tyle, chcę powiedzieć, że autorka świetnie ukazała problem rasizmu i niechęci do osób innego pochodzenia niż amerykańskie. Kate jako żydówka i niderlandka na dodatek nie miała łatwo.
Osobna szatnia dla czarnoskórych i dla tych "normalnych". Wrogie spojrzenia. Nawet istniała specjalna dzielnica, nazwana Colored town, gdzie mieszkały tylko osoby ciemnoskóre.
Ja nie jestem rasistką i dlatego ten temat wydał mi się dosyć drażliwy, choć wiem, że był to specjalny zabieg pani Slaughter.

Książka nie pozostawia na nas suchej nitki. Ja po skończeniu jej zostałam całkowicie wyprana z emocji i nie mogłam uwierzyć w to jakie zakończenie zafundowała nam autorka. Dalej jestem na nią jednocześnie wściekła i mam ochotę ją przytulić, za to co zrobiła, bo rozwaliła system i to totalnie.
Niestety do połowy akcja była nijaka i praktycznie nic się nie działo, więc wynudziłam się jak mops. Ale od drugiej połowy akcja pędziła na łeb na szyję i nie pozwoliła mi odetchnąć.


Podsumowanie:
"Miasto glin" jest to książka, która rozładuje Wasz bagaż emocjonalny do cna, wyssa z Was całą energię i nie pozwoli zasnąć, bo będziecie chcieli ją czytać i czytać. Zagadka, mrok Atlanty, która z pozoru jest normalnym miastem.


"Miasto glin"- 5.5/6