piątek, 3 lutego 2017

"Margo" Tarryn Fisher | Recenzja

Walczyłam z myślami, jak napisać ten tekst. Myślałam i myślałam, aż rozbolała mnie głowa.
Postanowiłam więc, że pójdę na żywioł. Może nie będzie to super składna recenzja, ale wyrażę w niej swoje zdanie- tak w 100%.



Margo wiedzie dość ciężkie życie. Zmaga się z samotnością i porzuceniem ze strony swojej matki, czyli jedynej osoby, z którą mogłaby porozmawiać. Wkrótce poznaje kolegę z sąsiedztwa- Judaha, który zostaje jej najlepszym przyjacielem.

Klątwa Margo
Muszę to w końcu napisać, bo pęknę. Dlaczego uważam, że Margo ciągnie ze sobą klątwę? Bo wokół niej ponury żniwiarz zatacza kręgi. Choć w sumie... Dobra, mniejsza o to.
Śmierć, która bije ze wszystkich stron jest wprost oszałamiająca i przerażająca zarazem, bo nasza bohaterka sama nie wie co ma o tym myśleć. A te sytuacje niezwykle na nią oddziałują.


Chora psychika
Owszem, uważam, że Margo ma problemy ze swoją psychiką, ale autorka nakreśliła to w bardzo dobry sposób. Podczas czytania my wiążemy się z główną bohaterką, dzielimy jej smutki, troski i pragnienie zemsty. Najbardziej zaskakujące jest to, że podczas kiedy dziewczyna wymierza sprawiedliwość, mamy podane na tacy jej wszystkie odczucia w danym momencie. Strach, euforia, pragnienie niesienia śmierci. To wszystko sprawia, że mamy ochotę jednocześnie uciec i się schować, ale z drugiej strony pragniemy zostać i dowiedzieć się co będzie dalej.


Sprawiedliwość według Margo
Dziewczyna wyznaje zasadę "Oko za oko, ząb za ząb". Ty zabijasz, ona zabija Ciebie. To prawie jak transakcja wiązana. Decydując się na tak straszny krok, jakim jest morderstwo, możesz liczyć się z tym, że po pierwsze: Bone, to małe miasteczko i prędzej czy później społeczność dowie się co zrobiłeś, a po drugie: Margo i tak Cię dopadnie. Prędzej czy później.


Istnieje, nie istnieje
Tutaj zbliżamy się już ku końcowi. I ku najtrudniejszej części tego naszego spotkania.
Książka rozwaliła mi totalnie mózg i odebrała umiejętność logicznego myślenia. Od kiedy ją skończyłam (dwa dni temu), dalej się zastanawiam czy ta książka istnieje naprawdę, czy JA istnieję naprawdę (Ci co przeczytali, zrozumieją. Napiszcie, czy mieliście tak samo!). Czy może ja to wszystko sobie wyobraziłam? I za chwilę się obudzę i okaże się, że nawet jej nie zaczęłam?


Tarryn Fisher zafundowała tu prawdziwy rollercoaster emocji, a wiem, że jej inne książki są w zupełnie innej tematyce, więc to jest dla mnie ogromne zaskoczenie. Myślałam, że to będzie jakaś poniekąd imitacja Stephena Kinga i wykreowanego przez niego Jack'a Torrence'a. Na szczęście się pomyliłam. Fakt faktem, szaleństwo ogarniające te postaci jest troszeczkę podobne, ale nie rzuca się to w oczy, dopiero jest to widoczne po zagłębieniu się w szczegóły.
Choć oczy same mi się zamykały, ja byłam nieugięta i pod żadnym pozorem nie chciałam iść spać, a chciałam skończyć "Margo". Byłam ogromnie ciekawa zakończenia, które okazało się dla mnie tak wysysające życie i tak zaskakujące, że nie wiem czy na chwilę nie zemdlałam.
Totalnie wyprała mnie ze wszystkich emocji i całej energii życiowej. TOTALNIE.




PODSUMOWANIE:
Jeśli poszukujecie książki, która zafunduje Wam nieprzespaną noc, ciarki na całym ciele i ogólnie brak chęci do życia po skończeniu jej, to koniecznie sięgnijcie po "Margo"!



"Margo"- 6/6.