sobota, 11 lutego 2017

Sobota z filmem: "Ciemniejsza strona Greya" | Recenzja

Na ten film udałam się z pewnymi wątpliwościami. Wciąż pamiętam rozczarowanie, jakie czułam po obejrzeniu (nawet nie połowy!) "Pięćdziesiąt twarzy Greya".



Oszczędzę sobie niepotrzebnej gadaniny i przejdę od razu do rzeczy.

Cały film jest idealnie odwzorowany na książce. W moim mniemaniu nie pominięto żadnej sceny, chyba, że ja coś przeoczyłam. A to jest bardzo możliwe.
Ogromnie podobało mi się to jak ukazano całą miłość, jaka łączy głównych bohaterów.
Bo umówmy się, ja dostrzegłam coś po za tą całą otoczką seksu, i uważam, że historia zasługuje choć na minimalnie większe uznanie.


Możecie się teraz ze mnie śmiać, ale przy niektórych momentach miałam wrażenie, że się popłaczę. Już jak czytałam książkę, która swoją drogą jest moją ulubioną częścią z całej serii, czułam taki smutek, a raczej wzruszenie, a teraz moje uczucia się spotęgowały.

Cieszę się, że tym razem było więcej Rity Ory, która grała Mię, czyli siostrę pana Greya. Choć i tak jej za mało, jak dla mnie.


Psychiczna eksuległa, czy tam eksdziewczyna (co kto woli) totalnie mnie przeraziła i nie chodzi tutaj o sam wątek. Tylko o to, jak nagle się pojawiała i znikała. Moje serce raz się chyba zatrzymało, ale nie mogę Wam zdradzić niestety na jakiej scenie.


Minusem jest to, że właśnie każda scena została odwzorowana na książce, i reżyserzy w sumie poszli na łatwiznę i tylko przerysowali to co ma się stać w danej scenie. Mogliby tak dodać coś od siebie. Ale cóż :(

I choć w sumie to nie poznaliśmy za dużo tej "ciemniejszej strony" bohatera, to i tak film zasługuje chociaż na kilka oklasków. Tym razem, reżyserzy nie spierniczyli sprawy, jak to było w przypadku pierwszej części. I w sumie to denerwuje mnie trochę to, że mężczyźni biorą się za recenzowanie tych filmów czy tam książek, bo do ciężkiej cholery- ta książka powstała raczej dla kobiet, więc po grzyba faceci też się udzielają? Przecież to jest więcej niż pewne, że ta historia im się nie spodoba.


Jak zakończyć ten mój wywód? Nie wiem. Może napiszę tylko: jeżeli chcecie i jesteście ciekawi, to wybierzcie się na film. Jeżeli Was to nie zainteresowało, to nie idźcie- proste.



"Ciemniejsza strona Greya", według mnie zasługuje na pełne 3/6. Czyli aż połowa tego co mam właściwie do "zaoferowania". 😁