piątek, 3 marca 2017

"Never never" Colleen Hoover | Recenzja

Dawno nie miałam dla Was recenzji książki pani Hoover, którą jak wiecie bardzo lubię. Dlatego niedawno udało mi się sięgnąć po kolejną książkę tej autorki. I nie zawiodłam się :)



Silas i Charlie są parą od 4 lat i jak to w związkach bywa, przeżywają wzloty i upadki. Niestety los pada im figla i pewnego dnia tracą pamięć oboje. Dlaczego tak się dzieje? Tego muszą się dowiedzieć. Ale mają za mało czasu...


Moje pierwsze skojarzenie? Seria "The Lying game" Sary Shepard. I pomimo tego, że jest to zupełnie inna historia, mogłabym powiedzieć, że motyw był dokładnie ten sam.
Colleen Hoover stworzyła kolejny "przebój", który jak dla mnie jest naprawdę świetny. Nawet bardzo. I nie wiem czy czasem nie jest lepsze niż "Maybe someday" czy "Hopeless", które kocham równie mocno.

Pierwszy raz nie denerwowała mnie główna bohaterka, ale wzbudziła we mnie dosyć pozytywne emocje. Współczułam jej, a chwilami miałam nawet ochotę przytulic i pocieszyć. Silasa za to polubiłam niemal od razu. Wydał mi się naprawdę sympatycznym chłopakiem, pomimo tego całego bogactwa jakie posiada jego rodzina.

Myślę, że ta książka niesie za sobą naprawdę cudowny przekaz. Pokazuje nam, że musimy wybaczać sobie błędy, bo przecież każdy je popełnia. Musimy przebaczać i okazywać miłość naszej drugiej połówce, bo później może zrobić się problem, a nasz partner/partnerka może zrobić coś, czego mogłaby bardzo żałować (np. zdrada).

Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów twórczości tej pani. Ale powtórzę to co mówili już inni- CO TO ZA DEBILNE ZAKOŃCZENIE JA SIĘ PYTAM. GDYBY NIE TO, KSIĄŻKA BYŁABY IDEALNA. WRĘCZ PERFEKCYJNA.


"Never never"- 5.5/6