piątek, 24 marca 2017

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes | Recenzja

Niedawno udało mi się skończyć “Zanim się pojawiłeś” autorstwa Jojo Moyes. Miałam wielkie oczekiwania, ponieważ tak wiele osób zachwalało tą pozycję. Od razu dodam, że czekałam na nią prawie 5 miesięcy, bo w bibliotece była taka kolejka.





Lou jest szaloną 26-latką, która uwielbia ubierać się kolorowo i oryginalnie. Ze swoim chłopakiem Patrickiem jest już 7 lat, a on nadal się nie oświadczył. Lou traci pracę w kawiarni, gdzie pracowała przez dłuższy okres czasu. Szuka pracy, by pomóc swoim rodzicom, gdyby głowa rodziny- Bernard stracił pracę w fabryce mebli. Pojawia się okazja, aby pracować jako opiekunka dla niepełnosprawnego 35-latka, który 2 lata wcześniej miał wypadek w wyniku czego musi poruszać się na wózku. Z początku dziewczyna jest sceptycznie do tego nastawiona, ale stwierdza, że pół roku jest w stanie znieść. Ale nie wie tego, że w ciągu tych 6 miesięcy, aż tyle się zmieni.


Głównymi bohaterami są Lou i Will.
Lou- dziewczyna, indywidualistka jak nazywa ją mama. Uwielbia kolorowe buty i ubrania, a także pracować w małej kawiarence. Jest dość pewna siebie, i choć starsza to pozostaje w cieniu młodszej siostry- Treeny, która jest rodzinnym geniuszem. Ale ten “życiowy geniusz” ma już dziecko. Jak? Kiedy? Tego nikt nie wyjaśnił.

Will- pełen życia facet, który uwielbia skoki na bungee, piękne dziewczyny i swoje życie “na poziomie”. Pech chciał, że akurat tamtego felernego dnia znalazł się na niewłaściwym miejscu i został kaleką do końca swojego życia. Po wypadku stał się zamknięty w sobie i odsunął się od wszystkich i wszystkiego ze swojego dawnego życia.


Nie spodziewałam się, że dostanę coś, co będzie mi się tak świetnie czytało. Niby jest to bardzo typowy romans, ale jednak jest w nim coś czego nie znalazłam jeszcze nigdzie.
Pierwsze co mnie urzekło to niezwykły styl pisania autorki, który sprawia, że przez tą książkę się płynie. Pochłonęłam ją w jakieś 2 dni, bo nie potrafiłam się oderwać.
Lou jest bardzo oryginalna i to bardzo widać, po samych jej opisach w książce. Dlatego też tak bardzo ją polubiłam, za jej szaleństwo i nie przejmowanie się zdaniem innych.
Willa polubiłam troszeczkę mniej, za to, że wydał mi się bardzo arogancki i samolubny. Z jednej strony rozumiem jego decyzję, ale z drugiej nie mogłam się z nią pogodzić i to zasmuciło mnie w tej książce najbardziej.
Troszeczkę się rozczarowałam, bo oczekiwałam naprawdę wielkiego płaczu na koniec, a moje oczy pozostały niemal całkowicie suche. Ale myślę, że była to wina moja, a nie książki.

Teraz czekam na okazję, aż obejrzę film i będę mogła porównać ekranizację z książką.


“Zanim się pojawiłeś”- 5.5/ 6