poniedziałek, 1 maja 2017

"Pocałunek na pożegnanie" Tasmina Perry | Recenzja

Tym razem udało mi się chwycić książkę, która ma dużo elementów retrospekcji. Dwie kobiety, które nie są ze sobą ani spokrewnione ani zaznajomione. Tak naprawdę tylko przypadek sprawia, że się poznają. 




Rok 1961: Rosamund Bailey zakochuje się w Dominicu Blake'u. Para się zaręcza i planuje wspólną przyszłość. Niestety wizja wspólnego życia szybko się rozwieje za sprawą smutnego losu. 
Rok 2014: Abby Gordon, archiwistka, znajduje w muzealnych zbiorach zdjęcie żegnającej się pary. Pragnie odkryć historię tajemniczych postaci ze zdjęcia, którzy pożegnali się najwidoczniej po raz ostatni. 

Szczerze mówiąc, zaczynając tą książkę byłam pełna obaw co do samej fabuły. Byłam niemal przekonana, że książka okaże się być banalna i nie wniesie nic do mojego światopoglądu. Na całe szczęście książka okazała się być wzruszająca i piękna, ale od początku. 

Abby Gordon ma problemy ze swoim mężem, Nickiem. Oczywiście jest pełna wątpliwości, czy powinna mu wybaczyć. Ja jako czytelnik, byłam jak najbardziej za tym, żeby kopnęła go za przeproszeniem w tyłek i ułożyła sobie życie na nowo. 

Natomiast Ros Bailey, jest feministką, ale nie taką zagorzałą. Oczywiście kiedy poznaje Dominica Blake'a, czyli redaktora pisma, którego Ros jest przeciwniczką, wszystko się zmienia. Miłość pochłania ich całkowicie, a nawet dochodzi do tego, że kobieta podejrzewa swojego ukochanego dosłownie o wszystko. O zdradę, o jakieś podejrzane znajomości i o multum innych "złych" rzeczy. 

Obie te bohaterki są w pewnym stopniu indywidualistkami. Każda pragnie iść w swoją stronę, zmierzając ku własnym celom. Obie panie zasługują na uwagę, ponieważ mają w sobie coś ciekawego, coś co intryguje czytelnika. 

Świetnym pomysłem okazało się wplecenie wątku tajemnicy do całej opowieści. Abby próbuje znaleźć osoby ze zdjęcia o niezwykle romantycznym tytule "Ostatnie pożegnanie", natomiast Ros, która pogodziła się już ze swoim losem, nie chce rozgrzebywać zagadek z przeszłości. Cieszę się, że Abby się nie poddała i dążyła do odkrycia prawdy, która okazała się naprawdę zaskakująca. 
Do samego końca nie wiedziałam czy cokolwiek odkryją. Przekonana byłam, że jednak nic się nie stanie i cała książka okaże się nudna i przewidywalna. Tasmina Perry zaskoczyła mnie i z pewnością zyskała we mnie swoją czytelniczkę. 

Bardzo spodobało mi się połączenie takiego wątku kryminalnego z wątkiem obyczajowym, ponieważ nie była to kolejna opowieść o tym jak kobieta cierpi, ma złamane serce i nie wie co ze sobą zrobić. Jak już wspomniałam wcześniej- obie kobiety są indywidualistkami i nie są takimi "typowymi" kobietami. 

Autorka obaliła niejako ten stereotyp, że kobieta ze złamanym sercem czeka tylko na księcia na białym koniu. 
Książka bardzo mi się spodobała, i chociaż nie była to powieść wybitna, to i tak płakałam na końcu. 


"Pocałunek na pożegnanie"- 5/6. 


Za możliwość przeczytania tej książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu