piątek, 19 maja 2017

"Rywalki" Kiera Cass | Recenzja

Powiem tak: jakieś dwa miesiące temu napisałam recenzję tej właśnie książki. Zapisałam ją na komputerze w dokumentach i kiedy chciałam ją dodać, to się okazało, że recenzja przepadła w tajemniczych okolicznościach. Jestem zła, bo naprawdę się tam rozpisałam. Dlatego proszę- jeżeli recenzja okaże się być nieskładna, to wybaczcie mi, albowiem książkę czytałam już dawno i mogę nie pamiętać kilku bohaterów.



"Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.
Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić… "


America jest bohaterką, którą naprawdę bardzo polubiłam. Nie była aż tak irytująca jak np. Mare Barrow z "Czerwonej królowej" czy Ruby z "Mrocznych umysłów". Postanowiła wziąć udział w Eliminacjach dla dobra swojej rodziny, a zwłaszcza młodszej siostry.

Książę Maxon z kolei jest dość dziwnym gościem. Może mieć tak naprawdę każdą na zawołanie, a postanowił zorganizować Eliminacje (może nie on, ale po prostu zamysł tego "konkursu" moim zdaniem jest trochę głupi), żeby wybrać sobie żonę.

W książce pojawia się również Aspen, który jest wielką miłością Ameriki. Niestety pochodzi on z niższej klasy, więc dziewczyna nie może za niego wyjść.

Teraz nareszcie wiem, że "Czerwona królowa" to właściwie kopia "Rywalek". Wiem, że już wiele osób przede mną to odkryło, ale ja potrzebowałam podstaw do tego typu oskarżeń. Teraz, kiedy mam taki powód, mówię, że powieśc Victorii Aveyard jest w dużej części zerżnięta z książki Kiery Cass. Historia jaką stworzyła autorka jest naprawdę genialna i nie mam tutaj nawet takich słów, które by oddały mój zachwyt nad tą serią. Przede mną "Elita", której nie mogę się doczekać.


Podsumowując tą króciutką recenzję: książka jest świetna i czytałam ją niemal jednym tchem. Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się przeczytać kolejną część.


"Rywalki"- 6/6.