środa, 26 lipca 2017

"Dyskretne szaleństwo" Mindy McGinnis | Recenzja

Moja faza na kryminały i thrillery nadal trwa, dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję książki, o której mówi się "gotycki thriller". Ale czy na pewno można ją tak nazwać?


Grace jest jedną z mieszkanek zakładu dla obłąkanych. Do nikogo się nie odzywa, przez co ludzie uważają ją za niemowę. Ponadto dziewczyna jest w ciąży, przez co mu znosić dodatkowe upokorzenia ze strony opiekunów. Pewnego dnia w tym strasznym miejscu zjawia się doktor Thornhollow, który dostrzega pod maską obojętności bystry umysł. Zabiera Grace ze sobą, aby ta pomagała mu w odnajdywaniu morderców. Ale wkrótce prawdziwe szaleństwo opanuje umysł młodej dziewczyny...

Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego. Czegoś bardziej mrocznego i strasznego. Grace jest bohaterką, o której od samego początku wiemy, że nie jest obłąkana, ale jednak jej zachowanie mówi zupełnie co innego. Może gdyby książka została napisana z perspektywy Grace bardziej wczułabym się w całą powieść i mogłabym bardziej zżyć się z bohaterką?

Cała ta otoczka zakładu dla obłąkanych, który opiekuje się swoimi podopiecznymi od początku jest fałszywa. Szczerze mówiąc nie wierzę w to, że gdziekolwiek traktuje się tych pacjentów z pełnym szacunkiem. Bardzo, ale to bardzo drażniło mnie kiedy czytałam o tym, że babka, która powinna być tak naprawdę człowiekiem dla drugiego człowieka, okazywała się prawdziwą suką. Bo inaczej jej nazwać nie można.

Książkę czyta się błyskawicznie i nie wiem tak naprawdę kiedy udało mi się ją skończyć. Kartki przelatywały przez moje palce, a mnie coraz bardziej denerwowało to jak biedne są opisy miejsc zbrodni. Gotycki thriller? No, nie powiedziałabym tak. Owszem napięcie było i ta cała atmosfera tego "domu wariatów" była trochę przerażająca, ale nie na tyle, abym czuła się totalnie przestraszona. Autorka po macoszemu potraktowała ofiary morderstw i nie mówię tutaj o tym, że powinna opisywać krew i flaki, których swoją drogą i tak by nie było, ale mogłaby poświęcić troszkę więcej opisom miejsc wydarzeń czy też samych ofiar.

Nie jestem jakąś ekspertką, bo mało w życiu przeczytałam takich książek, ale myślę, że to wszystko powinno wyglądać inaczej. Zupełnie inaczej. Wydarzenia, jakie miały miejsce pod koniec tak naprawdę nie miały dla mnie żadnego sensu. To znaczy wiedziałam o co chodzi, ale nie rozumiem: jaki był ich cel?

Po skończeniu tej pozycji mam niedosyt. I to taki dosyć spory. Jest mi naprawdę przykro, że to wszystko nie wyglądało inaczej.

"Dyskretne szaleństwo" otrzymuje ode mnie ocenę:



Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.