poniedziałek, 3 lipca 2017

"Znajdź mnie" Laurelin Paige // za co tak pokochałam serię Połączeni? | Recenzja

Po skończeniu "Uwolnij mnie" od razu chwyciłam drugą część, czyli "Znajdź mnie". Historia Gwen i JC tak mnie wciągnęła, że nie widziałam innej opcji, jak tylko od razu dowiedzieć  się co działo się dalej.




JC musiał wyjechać i ukryć się przed mężczyzną, w którego sprawie jest głównym świadkiem. Zostawia Gwen samą, a z kolei ona nie do końca potrafi poradzić sobie z obecną sytuacją. Znajduje nową pracę, mieszkanie, a wszystko to aby uciec przed ojcem, który niedawno wyszedł z więzienia. Wszyscy dookoła mówią kobiecie, że powinna zapomnieć o JC, ale problem w tym, że ona sama nie wie czy tego chce. Jako dzień, w którym uwolni się od wspomnień o mężczyźnie wyznacza 4 lipca. Ale co się wtedy wydarzy dokładnie? Tego dowiecie się sami.

Już od samego początku czułam w oczach łzy, ponieważ tak bardzo związałam się z tą parą, że nie wyobrażałam sobie zakończenia tej serii. Cała ta książka jest napełniona ładunkiem emocjonalnym. Bywały chwile, kiedy czułam jednocześnie gniew, radość, a także smutek. Wszystko za sprawą Laurelin Paige, która w tej części zrezygnowała częściowo z tej namiętności, która tak towarzyszyła nam w poprzedniej powieści, zastępując ją typowo ludzkimi uczuciami. Pokazała je genialnie i dalej nie wierzę, że można tak dobrze przedstawić uczucia jakiejkolwiek postaci.

W tym tomie Gwen zyskała moje współczucie, ponieważ między jej zapewnieniami, że czuje się dobrze, wyczytać można było jak bardzo cierpi i tęskni za JC. No bo przecież, serce nie sługa, więc zakochanie się było tylko kwestią czasu. Miałam ogromną ochotę ją przytulić, chociaż bywały też chwile, kiedy miałam ochotę ją trzepnąć w głowę za to jak się zachowuje.

Wszystko to co się tam wydarzyło było naładowane emocjami (jak już wspomniałam tyle razy) i to w takim stopniu, że sama bałam się, że moje serce tego nie zniesie. W przerwach od czytania próbowałam przywołać się do porządku, ale niestety to nie działało, więc brałam książkę z powrotem do ręki i dalej czytałam.

Oczywiście kilka stron przed końcem zaczęłam znowu czuć łzy w oczach i usilnie starałam się je powstrzymać. Niestety, bardziej wczuwając się w końcówkę nie wytrzymałam dłużej, a tama puściła. Oczywiście nie był to płacz taki jak w przypadku "Promyczka" czy też "Tysiąc pocałunków", ale było dosyć blisko.

Przechodząc do odpowiedzi na pytanie w tytule, dlaczego tak podoba mi się seria "Połączeni".
Podoba mi się ona dlatego, że oprócz seksu i związku bohaterów, pojawiły się poważne problemy rodzinne i nie tylko. Wszystko to łącząc się ze sobą, stworzyło niemałą bombę, która groziła wybuchem. Kocham te książki, kocham Laurelin Paige, kocham Gwen i JC, kocham wszystko związane z tymi powieściami. Jestem na 100% pewna, że jeszcze wrócę do tych książek. Bo takich świetnych powieści się nie zapomina.

Wiem, że ta recenzja jest nieskładna, wybaczcie mi. Dalej czuję mętlik w głowie po skończeniu obu książek, więc może po prostu zakończę swoją długą wypowiedź.

"Znajdź mnie"- 6/6. 

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.