środa, 18 stycznia 2017

"Losing hope" Colleen Hoover | Recenzja

W listopadzie ubiegłego roku dodałam Wam recenzję "Hopeless", a dzisiaj mam dla Was recenzję drugiej części, czyli "Losing hope"! 😊



W tej części ponownie spotykamy się ze Sky i Holderem, lecz tym razem od strony Holdera. Możemy wcielić się w jego postać i poznać jego myśli. Ogólnie nie ma za bardzo co opisywać fabułę, ponieważ jest to praktycznie to samo, tylko, że napisane z perspektywy chłopaka.


W tym momencie chciałam Wam napisać coś o bohaterach, ale przecież pisałam to w poprzedniej recenzji. Trochę lipa, co?
A powtarzać się nie chcę, więc po potrzebne informacje zerknijcie >>TU<<


Sama fabuła nie była zła, ale cały czas miałam wrażenie, że już to czytałam i mam jakieś chore deja vu. Tak jak bardzo lubię twórczość Colleen Hoover, tak po tej książce nie mam bladego pojęcia co myśleć.
Była fajna, przyjemna, poruszała ważne tematy, często bliskie młodzieży, ale to nie zmienia faktu, że to było TO SAMO co w pierwszej części.

Zaczynam się zastanawiać, po co komu dwie książki o identycznej fabule, tylko ze zmienioną płcią, która się wypowiada?

Pomimo moich wszelkich uwag, zgadzam się, że jest to książka poruszająca, bez względu na to z jakiej perspektywy została napisana. Pani Hoover chciała dopowiedzieć nam historię Holdera, tak byśmy go lepiej poznali, ale myślę, że lepiej by było, gdyby zostawiła to tak jak jest po pierwszej części.

Z tego co wiem, to trzecia część, czyli "Szukając kopciuszka" jest o wiele ciekawsza niż druga część i myślę, że mi się spodoba bardziej niż "Losing hope"

Niemniej jednak myślę, że dla niektórych była ta część potrzebna, bo być może ktoś chciał się dowiedzieć czegoś więcej o Holderze zanim poznał Sky?


Podsumowanie:
Moim zdaniem część niepotrzebna, identyczna jak "Hopeless". Ale pomimo tego, miło mi, że mogłam ponownie wrócić do historii Sky i Holdera i znów zagłębić się w ich historii.


"Losing hope"- 4.5/6.