środa, 17 maja 2017

"Dziewczyna z sąsiedztwa" Jack Ketchum | Recenzja

Po lekturze "Margo", myślałam, że nie znajdę już książki z naprawdę dobrym wątkiem grozy. Oczywiście się pomyliłam, ale czy na pewno?

(okładka: lubimyczytac.pl)

W pewnej miłej i spokojnej okolicy mieszka Ruth. Ruth ma trzech synów, a pewnego dnia wprowadzają się do niej również jej siostrzenice: Meg oraz Susan. Kilka metrów dalej, w domu obok mieszka David, czyli 12-13 latek przyjaźniący się z jednym z synów Ruth. Nikt tak naprawdę nie wie co dzieje się w domu Ruth Chandler. Ich głównym mottem jest "nie wspominaj o tym", co było zazwyczaj wypowiadane w kontekście picia piwa przez dzieciaki.

Z początku książka mnie nudziła. Myślałam, że wszystko co do tej pory przeczytałam o tej powieści to jakieś brednie, że pewnie pisali je ludzie, którzy w życiu nie czytali czegoś strasznego. Natomiast teraz rozumiem, że był to celowy zabieg autora. Najpierw pokazał nam niemal sielankowe życie dzieciaków, które na co dzień biegają po okolicy i bawią się do późnego wieczora. Później pojawiły się pewne wskazówki, których nie do końca rozumiałam. Potem mamy już niemal dosadne pokazanie problemu, coś jak :"Hej Ty, patrz! Tutaj dzieje się coś bardzo złego. Coś naprawdę bardzo złego".

Ketchum przedstawił nam procesy zachodzące w człowieku na widok przemocy, a wszystko to osadził w jednym, małym chłopcu. Jest on biernym uczestnikiem wszystkich wydarzeń w domu. Obserwuje to co się dzieje, ale nie robi nic, by temu zaradzić. Chwilami sam chciałby uczestniczyć w tym wszystkim, ale w porę się opamiętuje i uświadamia sobie, że to jest bardzo złe.

Ruth jest kobietą, której z pewnością należy się bać. Idealnie mi tutaj pasuje obraz jakiejś zgorzkniałej starej baby, którą facet kopnął za przeproszeniem w dupę, i która żywi obrazę do mężczyzn oraz do młodych kobiet, które z pewnością wykorzystują naiwność tychże facetów.
Jest to na pewno najbardziej znienawidzona postać w tej książce, choć z drugiej strony wzbudza litość, choćby ze względu na to, co musiała przejść do tego momentu kim się stała.

Rodzice Davida oczywiście nie zauważyli widocznych zmian w zachowaniu syna, ponieważ sami byli zajęci własnymi problemami. Rozwód, oczywiście z winy męża. Czy to nie dziwne, że w latach 50 czy 60, mężczyźni tak często zdradzali? Przynajmniej tak to przedstawia literatura amerykańska. Drugą rzeczą, jaką zauważył nawet Stephen King (wynika to z mowy na początku książki, a jest to taka ciekawostka), jest to, że praktycznie w każdej książce z tamtego okresu, rodzice bohaterów giną w wypadku samochodowym.

Zmierzając już ku końcowi dodam, że Meg zgłaszała policjantowi co dzieje się w domu jej ciotki. Ale przecież to tylko dziecko, więc pewnie kłamała, byleby uprzykrzyć ciotce życie. Czyż nie?


Jeżeli mam być szczera, to "Dziewczyna z sąsiedztwa" wywołała we mnie dziwne emocje. Przeraziła mnie tak bardzo, że po skończeniu jej odetchnęłam z ulgą. Natomiast chyba nie do końca tego oczekiwałam. Troszeczkę się zawiodłam, ale to nie zmienia faktu, że książka jest naprawdę genialna, przerażająca i długo po jej skończeniu jeszcze miałam w głowie wydarzenia z niej.


"Dziewczyna z sąsiedztwa"- 5.5/6